Archive for February, 2010

I Saw the Miracle on the Vistula

Friday, February 26th, 2010

The exhibit „The Vision of the Polish Military in the Work of the Kossak Family” was on display at the Museum of the Polish Military in Warsaw from the first days of May until the end of September 2008. One of the works on display was an oil painting done by Jerzy Kossak in 1930, titled „Miracle on the Vistula”. (more…)

Spotkanie z autorem i jego książką

Wednesday, February 24th, 2010

Nie była to pierwsza rozmowa ze Stanisławem Kwiatkowskim o jego książce “Niedokończony lot”. Wcześniejsze miały miejsce w Polsce, w czasie których nagrano audycję radiową oraz krótki program telewizyjny, ale prawdziwą prapremierową okazją do przedstawienia książki były Międzynarodowe Targi Książki w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki w maju bieżącego roku. Należy sądzić, że każde z tych krajowych spotkań dało autorowi wiele satysfakcji, jednak najbardziej miłe, serdeczne i bardzo uroczyste odbyło sie w Polsko Amerykańskim Centrum Kultury w Cleveland, 9. października 2009. Przybyła dość duża grupa czytelników Forum i nie tylko, aby uczestniczyć w programie znakomicie przygotowanym i prowadzonym przez Agatę Wojno. Etap po etapie przybliżyła ona niemal wszystko to, co dotyczyło autora i jego powieści. Po wstępnej prezentacji Elżbieta Ulanowska przeczytała swoją recenzję wysłaną do kilku czasopism w Polsce i Stanach, a sam autor czytał wzruszający i interesujący fragment “Niedokończonego lotu”. Nie zabrakło również kwiatów, wręczonych przez Danutę Jaremę, jak to jest przyjęte w polskich zwyczajach w czasie honorowania wyróżnianych osób. Oprócz strawy dla ducha podano również ciekawy zestaw przystawek, wielosmakowych i wielokształtnych, przygotowanych przez panie z Centrum. Strzelające korki szampana i wychylony toast zakończył uroczystość.

E.U.

Forum, 10/2009

Porada

Wednesday, February 24th, 2010

Głównym celem emigracji jest poszukiwanie bezpiecznego domu, w którym można żyć zgodnie z własnymi potrzebami i możliwościami. Takie założenie może prowadzić do przekonania, że społeczeństwo emigrantów składa się ze szczęśliwych ludzi, którzy są zajęci samorealizowaniem się i budowaniem świetlanej przyszłości dla swoich najbliższych. I faktycznie, jeżeli poznacie Polonię w Cleveland w stanie Ohio w USA na jednym z polonijnych pikników, zobaczycie szczęśliwych ludzi bawiących się przy polskiej muzyce i dzielących się polskim jedzeniem. Na spotkaniu będą wszystkie generacje Polonii: babcia, która przyjechała z Rzeszowa, ojciec, który urodził się w Szkocji i syn, który urodził się w Cleveland.
W Slavic Village, w centralnej dzielnicy polskiej w Cleveland, przy kościele Św. Stanisława powstała społeczna organizacja pomocy dla Polonii. Szukamy pracy dla Polaków, udzielamy informacji, organizujemy wieczorki dla samotnych osób, pomagamy w potrzebie. Zgodnie z nazwą „Porada”, staramy poradzić sobie z każdym problemem, z którym ludzie do nas przychodzą.  Moją zawodową specjalizacją jest praca z osobami uzależnionymi od alkoholu. Spodziewałem się, że właśnie ta specjalizacja przyda się w mojej pracy społecznej w Poradzie.  Okazało się, że na spotkanie dotyczące uzależnień nikt nie przyszedł. I właśnie wtedy usłyszałem: „szkoda, że nie chcą pomocy, bo wielu kobietom napewno by się ta pomoc przydała!”
I tak powstał pomysł grupy dla kobiet, których mężowie uważają, że pomocy nie potrzebują. W warunkach prawie konspiracyjnych, w piwnicy, z wystawioną wartą i pod zmienionymi imionami na spotkanie przyszły trzy pierwsze kobiety.  Z mężczyzn byłem ja i ksiądz franciszkanin.  Kobiety zaczęły mówić. Były łzy, strach przed otwarciem się, bo co zatrzyma słowa, gdy już będzie można mówić?! Była niepewność i strach, czy to co mówią nie świadczy, ze są głupie i że po prostu są złymi żonami i matkami? „- i wtedy kazał mi wysiąść z samochodu. Nie wiedziałam gdzie jestem, przecież ja nie znam tej okolicy, nie znam języka, nie mam paszportu, nawet nie mogłam zadzwonić na policję. A w samochodzie został mój syn, który widział jak jego ojciec wyrzucił mnie z samochodu . ..”
Uważa się, że 21% społeczności w USA doznało przemocy w rodzinie w okresie swojego życia. Liczba ta jest dwukrotnie większa w społecznościach mniejszości narodowych.  Kobiety z mniejszości narodowych często mają znikomą znajomość języka angielskiego, mają skomplikowany status prawny imigranta (wiza, paszport, obywatelstwo), trudną sytuację finansową i powiązania rodzinne (dzieci i rodzice, za których są odpowiedzialne). Te uwarunkowania wykorzystuje partner do sprawowania kontroli i okazywania władzy w życiu kobiety imigranta.  Sytuacja prawna tych kobiet jest zazwyczaj na tyle zawiła, że do ich rozwikłania potrzebny jest adwokat niedostępny jednak z powodów finansowych.
Kilka razy nie mogłem przyjść na grupę. Kobiety spotykały się w dalszym ciągu. Spotkały się na zakupach, na wędrówkach po mieście, po którym wcześniej nie miały prawa się same poruszać. Uczyły się jedna od drugiej jak zapisać się na lekcje języka, jak spędzać wolny czas, jak załatwić stałą wizę pobytu (słynną zieloną kartę), jak mówić mężowi „nie” i uciekać po pomoc, gdy mąż chce bić. Zapraszają mnie dzisiaj na przyjęcia i spotkania, na których chociaż są same to są szczęśliwe.  Czasami proszą mnie abym przyszedł do sądu. Znowu są przestraszone, słabo znają angielski ale już wiedzą, że to tylko trudności. Wiedzą, że to co robią jest słuszne i że prawo jest po ich stronie.
Badania wykazują, że partnerzy w bardzo podobny sposób opisują swoją sytuację. Mężczyźni przeważnie chcą się odegrać. Pokazać, że to oni mieli rację, że dalej mają władzę, że kobiety powinny zapłacić za swoją niewdzięczność i zrozumieć jak wielką krzywdę im mężczyznom zrobiły. Kobiety mówią, że musiały odejść, że to była ostateczność, ale nie miały wyjścia, że on ich nie rozumiał i że się jego bały. Kobiety dbają o dom i o dzieci. Właśnie troską o dom i dzieci tłumaczyły konieczność wyrzucenia męża z domu. Musiały „posprzątać”.
Większość programów terapeutycznych dla sprawców przemocy w rodzinie zajmuje się edukacją czym jest przemoc, pracą nad wzrostem odpowiedzialności za zachowanie i rozwojem wrażliwości na odczucia partnera. Od dawna panuje przekonanie, że przemoc w rodzinie uwarunkowana jest akceptowaną rolą przypisaną kobietom i mężczyznom w społeczeństwie. Tam gdzie panuje przekonanie, ze rolą mężczyzn jest rządzić a kobiet słuchać i być posluszną, tam trudniej pomóc rodzinie, w której dochodzi do przemocy. W dyskusjach nad kulturowymi różnicami w występowaniu przemocy wśród mężczyzn przytacza się dane, że na przykład w Rosji jest 20 razy więcej przypadków morderstw niż w Norwegii. Różnice w występowaniu przemocy tłumaczy się społeczną akceptacją pewnych zachowań i regulacji prawnych występujących w poszczególnych krajach.
Jednym z głównych problemów Porady jest brak zaufania Polonii zarówno do systemu karnego jak i do slużby zdrowia w USA. „Oni (Amerykanie) nas (Polaków) nie rozumieją!” Tak, jakby w Polsce mozna było pić i bić żony? Oczywiście tak nie jest. Problem w tym, że w normalnych warunkach obywatele kraju rozwijają się razem z jego systemem politycznym. Najpierw jest dyskusja w mediach potem pojawiają się nowe przepisy, znowu dyskusja itd.  A tutaj jest babcia z Rzeszowa, ojciec ze Szkocji i synek, który widzi jak ojciec i dziadek „rządzi” w domu. Synek zakłada biało-czerwony szalik i jedzie na paradę do Chicago. Jest dumnym Polakiem, jeździ „karem” i szuka żony Polki.
Jak obronić kobietę imigranta przed kontrolą jej męża, obywatela amrykańskiego? Jak przekonać Polaków żyjących w USA, że wszędzie na świecie kobieta ma takie sama prawa jak oni? A w niektorych krajach ma te prawa także zapisane w ustawodawstwie tych krajów. Tak właśnie jest w USA i tak jest w Polsce. Gdy mężczyzna ma ograniczone umiejętności radzenia sobie z problemami, a męska duma cierpi, wtedy powstaje agresja. Gdy kobieta widzi jak jej dziecko cierpi, wtedy wyrzuca prześladowcę z domu. W obu wypadkach każda z płci, każdy z partnerów wykonuje role przypisaną mu przez kulturę społeczności w której żyje. Musimy zmienić te role. Te stare przynoszą krzywdę…

Ryszard Romaniuk

Forum, 10/2009

Wrogowie, czy partnerzy w niepospolitej polemice światopoglądowej? – Czyli spór Słowackiego z Mickiewiczem

Wednesday, February 24th, 2010

Zarówno Mickiewicz, jak i Słowacki byli niedoścignionymi poetami, zajmującymi poczesne miejsce w polskiej literaturze i kulturze; jest to twierdzenie niepodlegające dyskusji. „Aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”. To słynne zdanie, pochodzące z, „Beniowskiego” J. Słowackiego doskonale oddaje dążenia obydwu mistrzów pióra. Nikt nie może zaprzeczyć, że zarówno Mickiewicz jak i Słowacki wynieśli język polski na wyżyny. Walka pomiędzy nimi o pozycję pierwszego wieszcza narodu trwała w czasie ich życia i długo potem. Dziś wciąż prowadzi się dyskusje, komu należy przyznać palmę pierwszeństwa. Owe dyskusje toczą się w kręgach literackich, przeciętny odbiorca ma wtłoczone na przestrzeni epok schematy oceny ich obu. Mickiewicz jest powszechnie bardziej znany, wszystkim kojarzony z polskością, poezją, walką piórem. Słowacki, tak jak przed wieki, wciąż pozostaje niesłusznie w jego cieniu. Zawsze nie do końca rozumiany,doceniany, zauważany. Bardzo to niesprawiedliwe w stosunku do jego talentu i literackich osiągnięć. Dla mnie bardzo tez rażące i świadczące o ignoranctwie i braku literackiego smaku i wyczucia u tych, którzy klasyfikują go w tyle za Mickiewiczem.
Jak to bywa w przypadku dwóch niekwestionowanych indywidualności, dochodziło między poetami często do polemik i sporów światopoglądowych, przez co dla siebie i dla historii stali się przeciwnikami w kwestiach polityczno-ideowych i poetyckich.  Ponadto Słowacki nie został zbyt dobrze przyjęty przez krytykę emigracyjną Paryża, zresztą towarzystwo emigracyjne niestety było bardzo skłócone. Zamiast wspólnymi siłami działać na rzecz ojczyzny, często zajmowali się wzajemnymi kłótniami, tym bardziej dzieląc swe szeregi. Nie rozumiano na emigracji wierszy Słowackiego, może dlatego, że były dość krytycznie nastawione do działaczy politycznych – ale czy niesłusznie? Poza tym sam Mickiewicz nie ułatwiał życia swemu rywalowi. Każdy nowy wiersz, czy tom Słowackiego spotykał się z ostrą krytyką wieszcza, który nie zgadzał się z szerzoną przez Słowackiego wizją świata.
Każdy z poetów prezentował swoistą teorię dziejów. Zaszyfrowana polemika Słowackiego z Mickiewiczem dotycząca postrzegania i interpretacji losów narodu polskiego uwydatnia się w „Kordianie”. Mickiewicz ujmował dzieje narodowe w kategoriach metafizycznych, stworzył ideę mesjanizmu. Przypisywał narodowi polskiemu cierpiętniczą rolę. Wyznaczał Polakom i Polsce specjalną misję – misję poświęcania się za sprawę kraju. W III części „Dziadów” wyobraził Polskę jako Mesjasza rozpiętego na krzyżu niewoli. Słowacki nie popierał Mickiewicza w jego teoriach – rozprawił się z nim właśnie w „Kordianie”.
Nie odpowiadał mu mesjanistyczny plan, traktował go jako usypianie narodowej czujności, nie aprobował bierności oczekiwania na cud. Postrzeganie Polski w kategoriach biblijnych – jakoby Bóg uczynił z Polski naród wybrany,  przypisując mu męczeństwo – Słowacki uznał za obłąkańczą ideę. Ośmieszając i przeciwstawiając się mickiewiczowskiej teorii, stworzył własną. W miejsce hasła „Polska Chrystusem Narodów” pojawia się inne – „Polska Winkelriedem Narodów”. To nie wiąże się już z mistyką, ale z realizmem – dotyczy rycerza – legendarnego bohatera Szwajcarów, który w walkach o niepodległość skierował na siebie wrogie kopie, dzięki czemu przyczynił się do zwycięstwa rodaków.
Poeci polemizowali ze sobą nie tylko w kwestiach interpretacji losów narodu polskiego. Główną osią sporu pomiędzy nimi była też sprawa tego, jaką rolę w społeczeństwie odgrywa poeta. Słowacki był zdania, że poezja powinna kierować narodem, przypominać o bohaterstwie i w tym duchu motywować do działania. Mickiewicz według niego popadł w estetyzm widząc poetę jako proroka opiewającego dzieje ojczyzny nad jej trumną, przywiązując dużą wagę do form i treści metafizycznych, ale nie pokazując w tekstach swoich drogi, którą mógłby kierować się zniewolony Polak. Poza tym Słowacki polemizował  z modelem bohatera romantycznego wykreowanym przez Mickiewicza. Konrad był w mniemaniu Słowackiego nazbyt egocentryczny. Wybijał swą postawę ponad społeczeństwo, nie uważał się za jego członka, ale kogoś stojącego wyżej. Słowackiemu właśnie nie podobało się to, że Mickiewicz stawia wyłącznie na wybitną jednostkę niwelując rolę reszty społeczeństwa, bo to w nim i jego wielkości leży siła walki niepodległościowej, a ponadprzeciętna osoba powinna nim kierować, zamiast spełniać swe na wyrost postawione cele.
Widzimy, więc, nawet w tak telegraficznym skrócie przedstawiając polemikę Mickiewicza ze Słowackim, że spór, jaki toczył się pomiędzy nimi był w gruncie rzeczy sporem o wyzwolenie ojczyzny. Dziwne, a może właśnie charakterystyczne dla wybitnych i inteligentnych jednostek, że walczą ze sobą, zamiast działać wspólnie w imię patriotycznych idei. Ta walka okazała się w istocie cenna i pożyteczna. Dzięki temu też świat literatury został wzbogacony o wiele ciekawsze i pasjonujące teksty.
A obaj poeci? No cóż… czy byli wrogami? Czy partnerami w polemice? Który miał rację walcząc o swoją teorię dziejów? Myślę, że Słowacki w „Beniowskim” doskonale ucina spekulacje, pytania i ideowe przepychanki:

Bądź zdrów! – A tak się żegnają nie wrogi,
Lecz dwa na słońcach swych przeciwnych – Bogi.

Agata Wojno

Forum, 10/2009

Do miesięcznika Forum

Wednesday, February 24th, 2010

Do miesięcznika Forum
Jeszcze o dwusetnej rocznicy urodzin Juliusza Słowackiego i roku 2009, obwołanym przez Sejm Rzeczpospolitej Polskiej Rokiem Słowackiego. Z prawdziwą przyjemnością dzielę sie z czytelnikami Forum wiadomością, że cztery autorki naszego pisma zaistniały na łamach “Gwiazdy Polarnej” artykułami na temat twórczości wieszcza. Oto ich tytuły: “Spór Słowackiego z Mickiewiczem, Wrogowie, czy partnerzy w polemice światopoglądowej” Agaty Wojno, “Niezwykły poemat” Elżbiety Chałupniczak, “Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami” Małgorzaty Oleksy oraz “Słowackiemu na mogiłę” Elżbiety Ulanowskiej. W ten sposób teksty autorek dotarły do rąk czytających Polaków w całych Stanach.
I jeszcze jedna ciekawostka dla kolekcjonerów. Narodowy Bank Polski wyemitował dwudziesto złotowy banknot z wizerunkiem Juliusza Słowackiego, ale jedynie w nakładzie 80 000. Na awersie znajduje się popiersie i widok dworku w Krzemieńcu, gdzie poeta urodził się. Rewers wypełnia rysunek kolumny Zygmunta, nad nią lecące żurawie, z boku kopia rękopisu wiersza “Uspokojenie”, liryku, w którym wieszcz wyraża swoją filozofię sensu życia i pogląd na istotę wszechświata.

Co nam zdrady! – jest u nas kolumna w Warszawie,
Na której usiadają podróżne żurawie
Spotkawszy jej liściane czoło wśród obłoka;
Taka zapraszająca i taka wysoka.
Za tą kolumną, we mgły tęczowe ubrana,
Stoi trójca świecących wież Świętego Jana;
Dalej ciemna ulica, a z niej jakieś szare
Wygląda w perspektywie siwe Miasto Stare;

Jest to chyba wypadek bez precedensu, że na banknocie umieszczono tak duży fragment poezji. Na polecenie władz miasta Warszawy u stup pomnika Juliusza Słowackiego na Placu Bankowym ustawiono makietę wielkiego tortu urodzinowego, ozdobionego wokół kolorowymi światełkami i napisem w środku: 200 lat.

Elżbieta Ulanowska

Forum, 10/2009

Juliusz Słowacki ( 1809 -1849) „Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami…” („Testament mój”)

Wednesday, February 24th, 2010

Juliusz  Słowacki  herbu Leliwa – poeta, dramaturg, epistograf, filozof, wieszcz narodowy – urodził się  4 września 1809 r. w Krzemieńcu jako syn Euzebiusza i Salomei Słowackich. Po śmierci ojca w 1814 r. był wychowywany przez matkę i jej drugiego męża, doktora Augusta Becu.  Na rozwój Juliusza i jego zainteresowania miał wpływ fakt, że wzrastał w środowisku intelektualnej elity uniwersyteckiej Krzemieńca i Wilna. Matka poety, Salomea, od początku umacniała w synu przekonanie o jego duchowym posłannictwie i geniuszu. Była  adresatką jego czułych emigracyjnych listów, do dziś wzruszających  głębią synowskiego uczucia.
W 1830 r.  Słowacki znalazł się we Francji i tu  zadebiutował powieścią poetycką „Hugo”. W latach 1833 -1838 przebywał w Szwajcarii, potem podróżował po Włoszech, Grecji, Egipcie, Palestynie i Syrii. Osiadł na stałe w Paryżu. Nigdy się nie ożenił. Mimo że był poważnie chory, wyruszył w 1848 r. do Wielkopolski, by wziąć udział w powstaniu, jednak zamierzeń swych nie zrealizował. Wtedy też ostatni raz spotkał się z matką we Wrocławiu…Zmarł na gruźlicę 3 kwietnia 1849 r. w Paryżu. Jako poetę uznano go i doceniono dopiero na przełomie XIX i XX wieku.
Słowacki pozostawił po sobie obfitą i różnorodną twórczość: 13 dramatów, blisko 20 poematów, setki wierszy, listów i jedną powieść. Jego utwory zgodnie z duchem epoki i ówczesną sytuacją narodu polskiego podejmowały istotne problemy związane z walką narodowowyzwoleńczą, z przeszłością  narodu i przyczynami niewoli, ale także uniwersalne tematy egzystencjalne. Poeta wyróżniał się mistycyzmem, bogactwem wyobraźni, poetyckich przenośni i języka. Jako liryk zasłynął pieśniami odwołującymi się do orientu, źródeł ludowych i słowiańszczyzny. Był mistrzem nastrojów, operowania słowem, przerastał Mickiewicza wiedzą, wielostronnością tematyki utworów, krytycyzmem. Jego język jest bardziej nowoczesny, otwarty, wymaga niezwykłego skupienia. To Słowacki stworzył polski dramat romantyczny, wprowadził poemat dygresyjny, był twórcą własnej odmiany mesjanistycznej historiografii. Wywarł ogromny wpływ na późniejszych poetów w Polsce, m.in. Antoniego Langego, K. K. Baczyńskiego czy Jana Lechonia…
…Juliusz Słowacki uważał, że prawdziwe objawienie prawdy o świecie staje się udziałem jedynie jednostek wybitnych – stąd przekonanie wieszcza, iż natchnieni poeci powinni przyjmować rolę duchowego przewodnika narodu. Spełnionym proroctwem Słowackiego stał się jego wiersz z 1848 r., zapowiadający nadejście Papieża Polaka: ” Pośród niesnasków Pan Bóg uderza”… Oto fragment:
„A trzebaż mocy, byśmy ten Pański
Dźwignęli świat…
Więc oto idzie Papież Słowiański,
Ludowy brat…”

opracowała: Małgorzata Oleksy

Forum, 7-8/2009

Soccerstar

Wednesday, February 24th, 2010

Every one of us is given  the same number of hours  in a  day. Our success in life largely depends on how we use those hours.  Pawel Guziejko’s life  is such a success  story –  a man of  ambition, determination to know himself and overcome  obstacles– a person living life with passion.  What characterizes Pawel is woven into almost all of  his conversations  as a recurring theme:  “ I love the life I live and  I love what I do .  I live with passion  because soccer is my passion”.  One listens to him with pleasure .  Pawel  who  says what he lives and  lives what he says, is a soccer coach.

His indefatigable approach to realizing his dreams is based on setting the bar high for himself.   Presently  30 years old, he arrived in the U. S. in 2003  to  try  and find  his own measure of success in America. Seeking employment in his profession,  his drive continuously carried him forward despite many negative and discouraging  remarks he encountered at first, words that would  have stymied or intimidated anyone else.   He is a graduate of the Academy of  Physical Education  in Warsaw in coaching soccer.

He trained as  a professional soccer player in Poland,  beginning  at the age of  6  through age  18 for the Jagellonian Bialystok  Club.    Why didn’t he become a player of the sport?  Because,  he declares there was no one to steer him in that direction,  give him the appropriate coaching  and individual attention that  an aspiring talent  needs.  Maybe that is why he puts so much energy and heart into his job as  a trainer.  Pawel has no regrets and courageously admits that he played in  the third and fourth  level leagues, stating  that “I  am a much better trainer than I was a player.”

Upon arrival in Cleveland, he was excited by the potential here and convinced that he could energize and organize the Polish community to create a real Polish soccer team.   Pawel was offering professional expertise along with his drive and energies.  He  traveled , organized meetings,  spoke to members of Sports Club Polonia, attempting to infect them with his enthusiasm  and passion, exhorting them to become involved, to make the effort  and take advantage of opportunities and potential.  But he met a wall of misunderstanding, resistance and indifference.  Most regarded him with a smirk, “ what’s this  upstart so excited about  . . ?  Let him go ahead  and try –  jump up a little, then he’ll see.  Let him get a taste of America, then he’ll learn his lesson and settle down.”

Pawel tried, he saw and he succeeded,  but  without the Sports Club Polonia of Cleveland.   And the Club lost perhaps the one real chance for development into a serious soccer team.  I  must say that I am merciless in my assertion here.   The truth often hurts and  can be  found in the facts of the matter.

In general, according to Pawel Guziejko, we Poles living abroad do not take advantage of our skills to realize our true potential.  Arriving here as individuals , we tend to take the easy route,  too often accepting the opinions and advice of a  Polonia  living here 30 years or longer. Unfortunately,  Polonia has a kind of characteristic envy and resentment  which effectively  communicates  to  new, younger arrivals that they  too will not and cannot  succeed  with their dreams or ideas.  This can and has  suppressed many  a newcomer’s  dreams and ambitions.  “It’s sad to have to say it, but there is not a single person in our organizations  here (in Cleveland ) with any  idea, knowledge or professional approach to sports.   It seems that every new idea is dashed  against a wall of small-mindedness.  The fact is, you must pay for professionalism, and then you have results.   Here everyone wants something for nothing — but such a  resigned to mediocrity   approach is  the enemy of success” says the young soccer coach.

After making many fruitless attempts  to reform the  Polish community’s attitude towards sports and  engender interest in the game with his ideas and proposals, Pawel Guziejko went his separate way, utilizing  his  ambition, talents and skills instead of wasting time and energy arguing with those who always know better.  Maybe that is the only route for those with ambition — to disconnect,  to make their own way instead of pretending  that the status quo is  OK.   Do you believe  the reason for playing soccer at all is just  to have a few beers afterwards (or maybe before!)  or think that it’s OK  to freely curse and shout insults during  matches is  really soccer?  Because it’s  not , gentlemen from the Sports Club Polonia,  it is not!   Soccer is a beautiful sport – a perfect team sport which hones ambitions and skills, teaching  players to become better people, to bond and work together for victory.  In sports, only the best win.

Youngsters and adults all over the world play soccer, attend matches, watch the sport on TV and read about it in the newspapers.  The beauty of the sport  is its simplicity based on  individual skills and effort as well as the ability to work together  as a team .  Although talent is a gift, players are not born with  ready made skills.  Success relies on hard work, patience, dedication and determination.  But most importantly, one must love the sport.  And from this love of  Soccer, Pawel has never strayed.  His passion pushes him upward and onward.   He has achieved much in the USA for a young trainer/coach.  He did get  noticed and his abilities were recognized.  He found employment  with soccer teams training children and youth .  He attributes his success to  teams such as  the Cleveland Blues, Cleveland Select,  Spectrum Soccer School.   But he didn’t stop there.  He opened his own training academy where every week he trains youngsters in the sport.  In the Polish community, there were no takers for his skills.  Americans on the other hand can’t get enough of his  unique approach .  That approach is professional with a serious  attitude towards sport.   His passion inspires his youthful students, mobilizes them  and helps them develop serious skills in soccer and in life. It also excites and satisfies the parents who come away with a good picture of what soccer is all about and the value of his training.   Teams he coaches tend to win and attain trophies.  His teams grow in number, strength and conditioning.  An impassioned trainer and coach means a happy, successful team.

What I know about Pawel Guziejko as a  man and coach, beyond my interview  with him and observations of him in action,  includes my own personal experience.  I met Pawel several years ago at the Café at the Polish Cultural Center.  I  was immediately struck by the idea that this special individual from the Jagellonian Sport Club could coach my own son.   My son is a young soccer player and soccer is also his passion.  Pawel has encouraged this in him from the beginning of his training.   Over time, he has proven to be his best coach, the most demanding, the most professional and my son’s favorite and most respected teacher.

Now my young soccer player cannot face the fact that  his coach is leaving the U.S.  for Great Britain.  His departure is a great loss for the development of  my son’s skills in soccer as well as for many other young aspiring stars who also despair at his departure.

Pawel Guziejko is about to begin a new chapter in his life’s journey.   Awaiting him, I deeply believe, are new challenges  and successes  in his field.  He is leaving the U.S., but not soccer.   In July of  this year, Pawel is departed for England , but before he left,  he published   a book on the subject of contemporary approaches to soccer training and coaching, and coordination of  plays  in youth soccer.   This young trainer has had  unique experiences and already achieved great success despite the fact that he is a recent immigrant.

His determination, achievements, the respect and recognition  he’s won in  American soccer society are admirable as well as the accomplishment of publishing a book.     The next step is his move to Great Britain which is the heart  and epicenter of soccer in Europe.     He has aimed high and achieved  – a true success.

The dreams and plans of the young trainer centered on becoming a coach of a professional soccer team for the Manchester United.   Is he aiming too high?   That is the domain of dreams — just not long ago, his dream centered on  publishing a book on the sport.  The book  has been published and  Pawel has  debuted as an author.

Actually, who or what is a  coach or trainer exactly?   A coach must be respected and they must mobilize the team’s players.  Players must literally knock their heads into walls and they will  commit to do this only  for the one who is the best. — for the one they respect and trust.  There are four pillars of soccer –     technique, tactics, movement and psychology.  These four elements are the basis for good players and good coaches.  Pawel’s next team will now have such a coach — Pawel will not  squander the talents of those boys.  He is the one who lives a full life’ –  his life’s work is his passion.

Sincere thanks for the interview and my sincerest wishes for great success in your work

Agata Wojno
Translated by Zofia Wisniewski

Forum, 7-8/2009

Trędowata ma sto lat

Wednesday, February 24th, 2010

Kiedy wiosną 1909 roku w witrynie księgarni Gebethnera i Wolffa w Warszawie ukazała się książka debiutującej pisarki Heleny Miszkówny „Trędowata”, nic nie zapowiadało ogromnej popularności powieści, głównie wśród czytelniczek oraz stopniowo narastającej jadowitej oceny, aż do rozpętania otwartej wojny przeciw autorce przez krytyków.
Mniszkówna (1878 – 1943) urodziła się w majątku na Wołyniu. W domu otrzymała staranne wykształcenie, łącznie ze znajomością francuskiego. Trochę podróżowała, była niesłychanie spostrzegawcza i wrażliwa. Całymi dniami i nocami czytała książki. Znała wiele rodów arystokratycznych. Nic dziwnego, że treść swoich książek osadziła w środowiskach ludzi, których podpatrywała. Nikt nie mógł przewidzieć, że jej pierwsza powieść stanie się triumfującym bestsellerem dla czytającej rzeszy.
Poznajmy w zarysie bohaterów „Trędowatej”: oto ordynat Waldemar Michorowski, młodzieniec z ogromnym majątkiem i świetnym pochodzeniem. Posiada liczne walory rozumu, urody, prawości charakteru i cnót obywatelskich. Ukończył dwa uniwersytety, podróżował po świecie, zwiedzał muzea oraz polował w Indiach i Ameryce. Miał za sobą kilka pojedynków, uwodził kobiety, a one za nim szalały. Wszystkie odrzucił. Wybrał na towarzyszkę życia skromną dziewczynę z dworku, Stefanię Rudecką, przewyższającą zaletami utytułowane arystokratki. Stefcia była pełna wdzięku, uroku i prostoty. Znała formy towarzyskie  i miała, jak Miszkówna, dobrą domową edukację. Wiele elementów swojego charakteru i życia autorka przeniosła na bohaterkę powieści.
Waldemar poznał Stefanię Rudecką w pałacu ciotki, gdzie była zaangażowana jako guwernantka. Oboje mieli okazję do częstych spotkań we wspaniałej atmosferze wnętrz rezydencji magnackiej, ale i w cudownych ogrodach podczas spacerów i jazdy konnej. Prowadzili ze sobą błyskotliwe rozmowy, wzajemnie się kokietując. W takich okolicznościach rodzi się stopniowo narastające uczucie wielkiej miłości, opisanej w 2/3 objętości książki. Jednak piękną baśń autorka przemienia w melodramat. Na drodze połączenia się tych dwojga węzłem małżeńskim staje zgorszona mezaliansem rodzina ordynata. Najpierw atakują Waldemara, a gdy to nie skutkuje, przenoszą swój gniew na Stefanię. Na kilka dni przed planowanym ślubem Stefcia otrzymuje anonim, że w rodzinie Michorowskich zawsze będzie trędowatą.
Od tego momentu wkracza na kartki powieści tragedia. Stefcia zapada na zapalenie opon mózgowych z objawami śpiączki. Słabe oznaki życia sugerują śmierć, co również stwierdza odwiedzający ją Waldemar. Rodzice dziewczynyi, chcąc zerwać z nim kontakty, organizują fikcyjny pogrzeb. Zrozpaczony młodzieniec strzela sobie w głowę, ale w ostatniej chwili ktoś odtrąca mu rękę i strzał jest chybiony. Oboje bohaterowie żyją, nie wiedząc nic o sobie. Trwa to do czasu przypadkowego spotkania w klinice, którą ordynat wybudował i nazwał jej imieniem. Jednak to byli już zupełnie inni ludzie. Przeszli obok siebie bez większego wrażenia.
Oczywiście, powieść ma wiele wątków pobocznych. Nie chodzi tu o jej streszczenie, jedynie o zarys tragicznych dziejów miłości. Nikt w Polsce rozdartej rozbiorami nie zajmował się romansem. W literaturze dominowała tematyka patriotyczna i społeczna. Powstała więc pewna luka, którą idealnie wypełniła powieść Miszkównej. Pewnie dlatego od ukazania się „Trędowatej” w 1909 roku w ciągu dwudziestu ośmiu lat książka miała aż 16 wydań. Młode panienki chodziły z zaczerwienionymi oczyma z dwóch powodów: nocnego czytania i od łez wylanych nad dolą zaszczutej przez wysoką sferę Stefci.
Zabrzmi to może paradoksalnie, ale książka ta otworzyła wielu ludziom drzwi do prawdziwej literatury. Na tej powieści uczyło się czytać więcej osób, niż na elementarzu Falskiego. Właściciel popadającej w ruinę księgarni w Paryżu pokazał tomy „Trędowatej” na wystawie. Sprzedał wszystkie egzemplarze, które posiadał, a po tygodniu kupowano u niego „Lalkę” i „Emancypantki” Prusa. Podobnie było z rozbudzeniem czytelnictwa w Polsce.
Antoni Lange, poeta i krytyk literacki, nazwał Miszkównę spadkobierczynią sławy po Rodziewiczównie, inny krytyk z sympatią pisał o „Trędowatej” jako pasteli delikatnej i barwnej. Jarosław Iwaszkiewicz uważał natomiast, że czar takich pociągających bajek, zasadza się na ludowości, widział leżącą tu tajemnicę, którą warto zbadać, a nie lekceważyć.
Powieść doczekała się aż pięciu adaptacji filmowych, z tego dwóch w okresie przedwojennym. W roku 1926 odbyła się premiera wersji niemej, a w 1936 dźwiękowej. Obydwie w świetnej obsadzie aktorskiej. Po wojnie, 1 kwietnia 1965 roku, telewizja polska pokazała „Trędowatą”. Podobno w czasie emisji połowa Polski płakała, a druga połowa się śmiała. Jest również wersja kinowa z 1976 roku, oraz nowszy, 15 odcinkowy, serial telewizyjny wyprodukowany w roku 2000 z udziałem prawdziwych arystokratów aktorów: Beaty Tyszkiewicz i Wojciecha Dzieduszyckiego. Serial ten dostępny jest w wypożyczalni pani Eugenii Stolarczyk.
Wielokrotnie też książka ukazywała się w odcinkach w codziennej prasie, a tuż po wojnie, przepisywaną ręcznie, można było kupić na bazarach za wygórowaną cenę.
Zatem co wpłynęło na tak ostre atakowanie powieści przez krytyków. Piętnowano przede wszystkim nadmiernie wybujały sztuczny i przesadny język. Miszkówna, mając łatwość pisania, nie panowała nad słowami. Łączyła ze sobą wyrazy odległe bez ładu i składu, co oceniano jako grafomanię bez stylu. Może nas zdziwić fakt, że ojcem chrzestnym tego romansu był Bolesław Prus. Autorka czytała mu powieść z rękopisu i mistrz polecił oddać ją do druku, ale zaznaczył, że czeka ją cierniowa droga. Wojna z „Trędowatą” trwała od 1918 do 1939 roku i dotyczyła książki i autorki. Każda następna edycja powodowała wybuch emocji innych autorów, jakby spowodowanych uczuciem zazdrości.
Zgnębiona, ale niepokonana autorka napisała ciąg dalszy powieści, który ukazał się pod tytułem „Ordynat Michorowski”, nadto łącznie 20 innych książek, głównie z życia wyższych sfer.
Spójrzmy na fragment jej listu skierowanego do Kornela Makuszyńskiego na kilka lat przed śmiercią: „Zgasam Drogi Panie i odczuwam to bardzo boleśnie. (…) Jest jednak ten zysk ukryty, że nie będę już dłużej cierpliwą poduszką do igieł i szpilek. (…) Zjedli mnie literaci i krytycy tak, że obolała od pocisków i grzmotów (…) wycofałam się dobrowolnie z towarzystw literackich. Teraz oto odetchnę. Przecież kazali mi kury sadzić, zamiast pisać książki, z tym jednak byłby większy kłopot, bo bazgrać to ja jeszcze zdołam (skoro mam w sercu ten nieszczęsny mus bazgrania), ale z kurami ani rusz nie potrafię.”
Zarówno autorka, jak i jej książka, z biegiem lat odeszły w zapomnienie. Pozostała legenda popularności, która nigdy więcej nie powtórzyła się w naszej literaturze.

Elżbieta Ulanowska

Forum, 5/2009

Piękne polskie kobiety, Enigma i nadgryzione jabłko

Wednesday, February 24th, 2010

Artykuł ten poświęcam pamięci tych nielicznych, wspaniałych, polskich matematyków którzy pomogli tak wielu. Obiecuję, ze wyjaśnię związki pomiędzy osobami i rzeczami wymienionymi w tytule; będzie mowa i o kobietach, Enigmie, jak i o nadgryzionym jabłku stanowiącym  logo firmy Apple Computer, Inc.

1. Cud nad Wisłą

Parę lat temu Polska Agencja Prasowa SA doniosła wiadomość o sensacyjnym odkryciu. Okazuje się, że w czasie wojny polsko-sowieckiej roku 1920, polska armia, a wiec i nasz wielki Polak, marszałek Piłsudski znał każdy ruch wroga. Można śmiało powiedzieć, że nasza armia zwyciężyła, ponieważ polscy kryptolodzy złamali najtajniejsze szyfry Armii Czerwonej. To właśnie dr Grzegorz Nowik znalazł na to dowody w Centralnym Archiwum Wojskowym. Wcześniej, przez wiele lat leżały one w nierozpakowanych workach w tajnych archiwach MSW. Jak dr Nowik mówi: “Gdyby Lenin, Trocki i Stalin byli polskimi szpiegami, nie byliby w stanie przekazać tylu informacji”. Ponad 1000-stronnicowa książka autorstwa dra Nowika zatytułowana  „Zanim złamano Enigmę. Polski radiowywiad podczas wojny z bolszewicką Rosją 1918-1920” ukazała się nakładem wydawnictwa Rytm w roku 2005. Profesor Paweł Piotr Wieczorkiewicz, autorytet w sprawach polskiego wywiadu uznał tę książkę za jedną z największych sensacji dotyczących kryptopologii. Okazuje się bowiem, że juz od 1919 roku nasze dowództwo znało prawie wszystkie ruchy wojsk sowieckich.  Polscy kryptolodzy dokładnie informowali marszałka J. Piłsudskiego o liczebności jednostek, uzbrojeniu, kadrze i fatalnym morale panującym w armii bolszewików. Oto 16 sierpnia 1920 roku Polacy, ryzykownym manewrem, zatrzymują na przedmieściach Warszawy armię Tuchaczewskiego.  W każdej chwili Tuchaczewskiemu mogła przyjść z odsieczą  Armia Konna Siemiona Budionnego, ale marszałek Piłsudski wiedział, ze Budionny zignoruje rozkazy najwyższego dowództwa i nie ruszy z pomocą Tuchaczewskiemu.  W armii bolszewickiej  panował tyfus i głód, żołnierze nie mieli co jeść, ale musieli urządzać Tydzień Partyjny w rocznicę rewolucji. Tyle notatka PAP-u. Jak do tego doszło? Kto stoi za złamaniem szyfrów wroga?

Zacznijmy od tego, że 11 listopada 1918 roku Polska odzyskała niepodległość. Jeszcze  w 1918 roku  Polska armia postanawia utworzyć Biuro Szyfrów. Szefem jego zostaje, jeszcze w 1918 roku, młody 27-letni inżynier i poliglota, Jan Kowalewski. Z odnalezionych dokumentów wynika, że prof.dr W.Sierpinski i prof.dr S.Mazurkiewicz pracowali w Biurze Szyfrów Oddziału II Sztabu Głównego już od marca 1920 roku (rodzina prof.Sierpinskiego posiada list od pułkownika Jana Kowalewskiego z marca 1920 który to potwierdza).  Kim byli ci profesorowie? Zarówno prof. Sierpinski, jak i prof. Mazurkiewicz byli, obok prof. Janiszewskiego twórcami silnego ośrodka matematycznego w Warszawie. Ośrodek ten specjalizował się w nowopowstających  działach matematyki, a mianowicie: Teorii Mnogości, Topologii i ich zastosowaniach.  Profesor Sierpinski był również światowej sławy specjalistą w Teorii Liczb. Ponad to był autorem wielu klasycznych dziś twierdzeń dotyczących  liczb porządkowych. W 1920 roku, po śmierci Janiszewskiego, objął wraz z Mazurkiewiczem, redakcję “Fundamenta Mathematicae”, nowopowstałego czasopisma naukowego o światowym poziomie. Napisał kilkaset publikacji, najsłynniejsze uczelnie udzielały mu doktoratów honorowych, ba, nie wiedząc o jego patriotycznej działalności z lat 20-tych XX wieku, komuniści z PRL przyznali mu swoje największe odznaczenia, jak: Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski, czy Sztandar Pracy I Klasy.

Byłem na skromnym grobie Profesora W. Sierpinskiego na cmentarzu, w Warszawie. Na grobie widnieje napis “badaczowi nieskończoności”. Może też powinien być i napis “Wielkiemu Polakowi” W sierpniu 2005, w wielu kościołach w Polsce odprawiane były Msze św. w intencji obu matematyków-kryptologów. Może i my w Cleveland, Ohio powinniśmy odprawić Msze św. Ku pamięci obu Bohaterów, tak jak odprawialiśmy Msze w intencji “Solidarności”?
W Polsce rozpowszechniana jest bardziej sarmacka, bardziej romantyczna wersja. Oto w sobotni wieczór, “urwał się” na spotkanie z dziewczyną, jeden z oficerów łączności. Zastąpił go kolega odużych inklinacjach matematycznych, który trochę nudząc się czytał zaszyfrowane rozkazy i wpadł na pomysł, że w wojskowych meldunkach sowieckich, najczęściej powtarzającym się wyrazem jest “dywizja”. No i tak, krok po kroku, odcyfrował kod. Niezbyt dobrze by to świadczyło o subordynacji naszego wojska, ale dobrze talencie, a na pewno wdzięczni bylibyśmy tej pannie, która zawróciła w głowie naszemu oficerowi.

2. Sekret Enigmy

Wielu z nas pamięta o innej, bardziej znanej historii, gdzie znów polscy matematycy odegrali dominującą rolę. To sekret “Enigmy”. Ale oto jak to sie zaczęło? Otóż w roku 1927, lub na początku 1928  nadeszła z Rzeszy Niemieckiej do Urzędu Celnego w Warszawie niewinna przesyłka mająca, według deklaracji zawierać sprzęt radiowy. Przedstawiciel niemieckiej firmy domagał się zwrotu tej przesyłki do Rzeszy jeszcze  przed odprawą celną. To wzbudziło  czujność polskich celników, którzy od razu zawiadomili Biuro Szyfrów Oddziału II Sztabu Głównego, instytucję interesującą się nowościami w dziedzinie sprzętu radiowego, a ponieważ była to sobota, więc pracownicy Biura mieli czas by tę skrzynkę dokładnie zbadać. Maszynę dokładnie zbadano i zamknięto. Tak, to była Enigma, maszyna do szyfrowania typu handlowego, opatentowana przez Arthura Scherbiusa. Jej wojskowy analog jeszcze nie istniał. Co jest ciekawe to to, ze taką maszynę (typ handlowy) można było, po prostu, kupić. Natomiast juz 15 lipca 1928 roku popłynęły w eter pierwsze depesze nadane przez wojskowe stacje nadawcze. Próbowano te szyfrogramy odczytać, niestety bezowocnie.   Mjr F. Pokorny, szef Biura Szyfrów nie dawał za wygraną  i na przełomie 1928/29 zorganizowano w Poznaniu kurs kryptologii dla studentów którzy władali dobrze językiem niemieckim i właśnie kończyli  studia matematyczne. Wśród słuchaczy byli tam, m.in.., Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski. Po zakończeniu kursu, stworzono, przejściowo w Poznaniu, ekspozyturę Biura Szyfrów, a z dniem 1 września 1932 roku przeniesiono Biuro do nieistniejącego obecnie gmachu Sztabu Głównego przy pl. Śląkim.

3. O bębenkach, płachtach i …kobietach

Jak to pisze M. Rejewski [Re]: …”Wojskowa Enigma miała wymiary i wygląd przenośnej maszyny do pisania, miała 26 klawiszy oznaczonych literami alfabetu łacińskiego, lecz zamiast czcionek miała deskę z umieszczonymi na niej 26 żarówkami oznaczonymi tymi samymi literami co  klawisze…” Zasilana była zwykłą bateryjka. Najistotniejszą częścią maszyny były, umieszczone na jednej osi,  bębenki szyfrujące. Zamontowany był też nieruchomy bębenek odwracający .  Każdy z bębenków był zaopatrzony w pierścień z wyrytymi 26 literami alfabetu. Z daleka wyglądało to trochę jak tryby w przerzutce w rowerze wyścigowym. Gdy wystukiwało się kolejne litery tekstu, wówczas litery zapalających się sukcesywnie żarówek tworzyły zaszyfrowany tekst, czyli szyfrogram, albo szyfr. Nie wchodząc w dalsze szczegóły konstrukcji Enigmy, dodajmy, ąe można było utworzyć 26! = 403291461126605635584000000 bębenków szyfrujących o różnych połączeniach oraz 26!/2 do potęgi 13 x 13!   różnych  bębenków odwracalnych czyli: 7905853580025. Tak więc fabryka produkująca te Enigmy mogła dostarczyć każdemu odbiorcy maszynę z unikalnymi, niepowtarzającymi się połączeniami. Natomiast wszystkie komplety bębenków wojskowej Enigmy miały te same połączenia bębenków, by szyfranci różnych jednostek mogli się miedzy sobą porozumieć. Było to możliwe pod warunkiem, że mieli ten sam klucz, druga, obok połączeń bębenków, tajemnica Enigmy.
Ocenia się, ze w czasie II wojny światowej w użyciu było między 100 a 200 tysięcy maszyn typu Enigma. Żeby wyjaśnić, choćby ogólnie, rolę połączeń bębenków wojskowej Enigmy, a tym samym wytłumaczyć co się działo wewnątrz maszyny, należy wprowadzić zastosować  uporządkowania (permutacje) tych zbiorów.

prof. dr Zbigniew Piotrowski
Ciąg dalszy w następnym numerze.

Forum, 5/2009

Nasz przyjaciel Fritz

Wednesday, February 24th, 2010

Właściwy tytuł L’amico Fritz, to utwór Pietro Mascagni, który Opera Circle prezentowała dwukrotnie 13 i 15 marca w Bohemian Hall. Mascagni, włoski kompozytor, urodził się w 1863 roku, zmarł w wieku 82 lat w Rzymie. Był synem piekarza, bardzo wcześnie, bo w wieku 13 lat zaczął pisać muzykę. Konserwatorium w Mediolanie opuścił dla występów, jako kapelmistrz w trupach artystycznych. W 1889 roku wziął udział w konkursie na jednoaktową operę i zdobył pierwsze miejsce wśród siedemdziesięciu uczestników, a była to „Rycerskość wieśniacza” (Cavalleria rusticana). Utwór ten stał się bardzo popularny i wystawiany jest niemal na wszystkich liczących się scenach świata. Kompozytor napisał jeszcze 12 innych oper, ale nie dorównywały one świetnością  „Rycerskości wieśniaczej”.
Dorota Sobieska sięgnęła po mniej znany utwór Mascagniego „L’amico Fritz” i nie zawiodła swojej publiczności. Znakomita Muzyka opery, stylistycznie jakby węgiersko cygańska z dominacją partii skrzypiec, zachwyciła widzów. Również arie, duety i śpiew chóralny bardzo się podobały. Treść libretta jest nieskomplikowana, przepojona atmosferą uroków życia wiejskiego. Dzięki zabiegom przyjaciół zatwardziały stary kawaler interesował się Suzel i wkrótce zakochał się w niej ku uciesze dziewczyny i otoczenia.
W roli Suzel z powodzeniem wystąpiła Dorota Sobieska, a w partii tytułowej David Sadlier.  Opera Circle specjalnie do tego przedstawienia zaangażowała dyrygenta z Bułgarii, światowej sławy 37 letniego Grigora Palikarova. Choć prowadził on wiele orkiestr w Europie i Azji nie miał dotąd okazji być w Stanach. Donald Rosenberg, krytyk muzyczny Plain Dealer, ciepło wypowiedział się o mistrzowskim talencie dyrygenta, jak również podkreślił ważność dorobku Opery Circle, której kolejna premiera wypełniła lukę programową w repertuarze teatrów muzycznych w Cleveland.

Elżbieta Ulanowska

Forum, 5/2009