Archive for February, 2010

Kolejna chlubna okazja do szampańskich toastów!

Wednesday, February 24th, 2010

W naszym Centrum już na dobre zadomowił się zaszczytny zwyczaj  honorowania Polaków, którzy  odnoszą imponujące osiągnięcia w różnych dziedzinach i  dodają tym blasku Polsce i Polonii.
Tak też było 24 kwietnia w piątek wieczorem, gdy duże grono Polaków, Amerykanów i nie tylko (byli także przedstawiciele zaprzyjaźnionej społeczności węgierskiej) zgromadziło się, aby świętować  sukces pani profesor Marii Siemionow. Bohaterki tego wieczoru zapewne nie trzeba nikomu przedstawiać, bo informacje o Jej dokonaniach w dziedzinie neurochirurgii w Cleveland Clinic były umieszczane na łamach Forum oraz w amerykańskich i europejskich czasopismach. Przypomnę tylko, że chodzi tu o pierwszą w USA operację przeszczepu twarzy.
17 marca w ambasadzie polskiej w Waszyngtonie pani prof. Maria Siemionow została uroczyście odznaczona przez ambasadora Roberta Kupieckiego Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczpospolitej.
Pani profesor podczas eleganckiego przyjęcia w Centrum była obsypana prawdziwym gradem serdecznych słów, gratulacji, braw i kwiatów. Sama niezwykle skromna, uśmiechnięta i jakby lekko zażenowana tym, że cała uwaga jest skupiona na Niej, nie skąpiła podziękowań i przypomniała wszystkim,  iż od dawna sercem jest związana z Centrum, że czuje ogromną wdzięczność za stworzenie siedziby, gdzie Polacy mogą się spotykać, dyskutować, dzielić się pomysłami, sukcesami i w ogóle – emigracyjnym życiem. Nie wątpiła, że honorowe miejsce, które tego wieczoru  zajmowała, nigdy nie będzie puste, bo  w kolejce na pewno już są następcy .
Takie spotkania to, oczywiście, świetna okazja do rozbudzenia narodowej dumy i do podkreślenia polonijnej jedności. W Centrum zawsze można znaleźć  inspirującą strawę dla ducha i ciała, a sukcesy Polaków są tu szczególnie oczekiwane i witane szampańskimi toastami.
Zgodnie z tym, jeszcze raz w imieniu całej Polonii gratulujemy Pani prof. Marii Siemionow i życzymy dalszych sukcesów i dużo szczęścia!

M. Oleksy

Forum, 5/2009

Dear fellow Polonian,

Wednesday, February 24th, 2010

It is once again time to renew your membership in the Polish American Cultural Center honoring John Paul II. For those who are not members of the Center, we hope you will join us in our mission to preserve and promote Polish traditions and culture in the Cleveland area.

We had a successful year in 2009 and we continue to be optimistic about our future. We had a number of events such as celebrations of Polish Constitution and Independence Days. Our biggest event of the year was the reception held to honor our living veterans of the Polish Armed Forces in World War II.. We hosted several receptions and a number of dinners including one for Kościuszko Foundation, Ohio Section. Our celebration of Wigilia and the showing of Jasełka by the children of the Polish school were a big hit with the public. We sponsored the appearance of Eleni and Ich Troje, the artistic groups from Poland. We also held First Polish Youth Talent Show. We continue to have Sunday lunches which have become very popular among Polanians as a Sunday get together. (more…)

200 rocznica urodzin Ukochania Fryderyka Chopina

Wednesday, February 24th, 2010

Ukochań Fryderyk Chopin miał wiele. Największym uczuciem darzył rodzinę i przyjaciół oraz kraj ojczysty – Polskę. Ponad wszystko pokochał jednak pracę kompozytorską, ale miał też kilka dam serca. Nie pisał dla nich muzyki, nie stanowiły one inspiracji twórczej, jedynie w sposób szczególny obdarowywał je swoimi fortepianowymi dziełami.
Jeszcze w Polsce, przed wyjazdem za granicę, w połowie 1830 roku , Fryderyk Chopin spotkał urodziwą uczennicę klasy śpiewu w Szkole Głównej Muzyki w Warszawie, Konstancję Gładkowską. Wywarła ona duże wrażenie na Chopinie, a nawet podarował jej romantyczne, nastrojowe Largetto z 2. koncertu fortepianowego fmoll. To przelotne uczucie minęło tym łatwiej, gdyż Chopin udał się za granicę, a sympatii brakowało talentu.
Będąc we Francji Fryderyk nawiązał liczne kontakty ze światem pianistów i literatów, także podbił serca ówczesnej arystokracji i zamożnego mieszczaństwa. Spotykał się z wybitnymi przedstawicielami polskiej emigracji, z Wojciechem Grzymała, Stefanem Witwickim (poetą, autorem pieśni do muzyki Chopina), Juliuszem Słowackim, Cyprianem Kamilem Norwidem i Adamem Mickiewiczem. Zapraszany był do najelegantszych salonów francuskich i polskich, gdzie dawał koncerty. Miał również rój uczennic, które wprowadza w tajniki pianistyki.
W 1833 roku kompozytor odbywa liczne podróże, jest dobrze sytuowany, stać go na wiele. W Dreźnie i Karlsbadzie spotyka się ze swoimi rodzicami i tam poznaje rodzinę Wodzińskich. Jest z nimi syn Antoni, przyjaciel Fryderyka z lat szkolnych i córka Marynia, prześliczna i mądra panna, której czarowi ulega Chopin. Młodzi rozstają się, ale pisują listy do siebie. W trzy lata później następuje ponowne spotkanie z Wodzińskimi, tym razem w Genewie. Wtedy Fryderyk po rozmowie z matką Maryni łudzi się nadzieją małżeństwa. Przyrzeka pani Wodzińskiej dbać o siebie, gdyż wychudzona jego postać nie wróży dobrego losu córce.
Tymczasem młodzi są naprawdę szczęśliwi. Pamiątką tego raju jest album ofiarowany Maryni, a w nim szereg utworów najzwiewniejszych i najbardziej poetyckich, czyli pieśni, etiudy i walce. Jednak sprawa małżeństwa szybko się gmatwa i do wymarzonego finału nie dochodzi. Złożyło się na to wiele przyczyn, których trudno dociec. Być może zdecydował stan zdrowia Fryderyka lub ambicje dynastyczne dumnego pana Wodzińskiego. Po śmierci Chopina w jego papierach znaleziono plik listów Maryni Wodzińskiej wraz z zasuszoną różą, którą mu niegdyś ofiarowała. Na wierzchu zawiązanej wstążeczką paczki widniał napis prosty, ale wymowny: “Moja bieda”.
Trudno zająć wyważone stanowisko wobec kontaktu Chopina z Delfiną Potocką. Wielu biografów ledwie o niej wspomina, inni opisują wybuch egzaltowanej i namiętnej miłości, jaka połączyła na blisko cztery lata tę parę tkliwymi więzami, tym bardziej silnymi, gdyż Delfina odznaczała się wyszukaną urodą, wielkim talentem muzycznym i uwielbieniem dla artystów.
Kim była ta wytworna dama?.. Delfina z Komarów hrabina Potocka pochodziła z Podola. Otrzymała staranne wychowanie zgodne z tradycją wielkich rodów polskich. Miała znakomite maniery, liczne uzdolnienia, nadto znała kilka europejskich języków. Jeszcze w Polsce młodziutką panną zainteresował się Mieczysław Potocki, syn Szczęsnego Potockiego, tego od Konfederacji Targowickiej. W 1825 roku Delfina obsypana brylantami stanęła na ślubnym kobiercu. Mąż okazał się notorycznym hulaką, gburem i rozpustnikiem. Po kilku latach doszło do separacji i Delfina wraz z matką udały się do Paryża, gdzie prowadziły wykwintne życie. Jej rezydencja stała otworem dla najwyższej klasy artystów. Bywali u niej kompozytorzy Franciszek Liszt  i Vincenzo Bellini oraz malarz Eugene Delacroix, nadto przedstawiciele polskiej emigracji. Do nich dołączył Fryderyk Chopin.
Częste spotkania w atmosferze uwielbienia sztuki sprzyjały nawiązaniu bliskich kontaktów. Doszło nawet do wspólnego wyjazdu Delfiny, Fryderyka i Belliniego na kilkutygodniowy urlop spędzony pod Paryżem. Dowodem serdecznej przyjaźni Fryderyka z Delfiną może być dedykacja napisana na partyturze koncertu f–moll, wyrażona słowami: “Ta muzyka rzuci Cię w moje objęcia”. Romans trwał do wyjazdu Potockiej do Włoch i związania się z Zygmuntem Krasińskim.
Chopinowi zostały jedynie kontakty listowne. Wokół tej korespondencji, niekiedy bardzo intymnej, rozgorzały boje i ostre dyskusje. Po opublikowaniu w Polsce pierwszych dwóch listów w 1960 roku natychmiast poddano je badaniom przez ekspertów. Sprawa po dziś dzień nie jest do końca wyjaśniona. Ostatecznie, słusznie czy nie, osądzono je jako apokryfy, czyli teksty zgodne z rzeczywistością, ale napisane nie wiadomo kiedy i przez kogo.
Po rozstaniu z Delfiną Chopin nieustannie komponuje, koncertuje i prowadzi życie na najwyższym poziomie. Bywa u książąt Czartoryskich i innych w ekskluzywnych pałacach. Ma również własny salon. Wśród socjety Paryża pojawia się nowa admiratorka Fryderyka. Jest nią madame George Sand, pisarka francuska, osoba ekscentryczna, paląca cygara i ubierająca się, jak mężczyzna. Gdy Chopin zobaczył ją po raz pierwszy wypowiedział zdanie: “Czy ona w ogóle jest kobietą?”
Sand była sześć lat starsza od Chopina, miała za sobą nieudane małżeństwo, dwoje dzieci i kilka burzliwych romansów. Atak doświadczonej kobiety na kompozytora dał oczekiwane rezultaty. Już po kilku miesiącach znajomości oboje, dla poprawy zdrowia wyjeżdżają na Majorkę. Wspólne wakacje wraz z dwojgiem dzieci Sand zapowiadały się uroczo. Jednak po kilku dniach radość prysła. Ulewne deszcze i spadek temperatury spowodował chorobę całej czwórki, ale najbardziej cierpiał Chopin. Kasłał dniami i nocami, do tego dołączyły się krwotoki. Z obawy właściciela pensjonatu przed zaraźliwą chorobą musieli się przenieść do zimnego klasztoru i czekać na możliwość powrotu do Francji. Dodatkowym utrudnieniem było przetransportowanie fortepianu, który kompozytor wcześniej zamówił u zaprzyjaźnionego sławnego producenta, Camille’a Pleyel’a. Jednak mimo słabego zdrowia i złych warunków Chopin intensywnie komponuje. Właśnie na Majorce powstały 24 preludia, a wśród nich to najpiękniejsze, Deszczowe oraz kilka mazurków. Urlop przedłużył się do pięciu miesięcy, po czym wszyscy wrócili do majątku Sand w Nohant.
Teraz to wiejskie zacisze rozbrzmiewało muzyką i pogodnymi zabawami. Przybywali tu paryscy przyjaciele i wieczorami bawiono się wystawianiem pantomim i tańczono zwykle przy muzyce Chopina. Tak pewnie powstał dla zabawy Walc as–dur, jedno z najbardziej pogodnych dzieł w twórczości kompozytora. Chopin w tej wiejskiej posiadłości odzyskał siły, jakby troska pani Sand odbudowała jego nadwątlone zdrowie. Nohant stało się pracownią. Tu powstało najwięcej i najlepszych utworów Chopina. Nie wiemy, czy pani Sand zdawała sobie sprawę, jak wielkiego człowieka gości pod swoim dachem.
Polski czytelnik nigdy by się nie dowiedział o francuskiej pisarce, gdyby nie fakt, że weszła w życie naszego genialnego kompozytora. Nawet przy najsurowszych ocenach charakteru, intelektu oraz uzdolnień literackich musimy oddać jej należyty szacunek. W ciągu dziewięciu lat dom w Nohant zapewnił samotnemu Chopinowi rodzinne warunki. Po upływie tego czasu nastąpiło rozstanie oczekiwane chyba przez obydwie strony. Jednak Chopin dotkliwie przeżył powrót na stałe do Paryża, a Sand nie zapomniała o nim i w listach do wspólnych przyjaciół zapytywała o jego zdrowie.
Dzięki odnalezieniu nadziemskiej krainy piękna, jaką stało się dla niego tworzenie muzyk, Fryderyk Chopin potrafił przezwyciężać problemy zdrowotne i wszystkie inne niedogodności życia.
W 1848 roku, na zaproszenie byłej uczennicy Jane Stirling, kompozytor udał się do Anglii. Jednak ani klimat, ani nowe warunki życia nie odpowiadały artyście. Wrócił do Paryża, czuł się zdecydowanie źle. Prosił siostrę Ludwikę o przyjazd z Warszawy. W dniu 17 października 1849 roku Chopin umiera na obcej ziemi, ale wśród swoich najbliższych osób: siostry, siostrzenicy, z Nicei przybyła Delfina Potocka, która w najbardziej krytycznych dniach życia Chopina na jego prośbę grała na fortepianie i śpiewała swoim pięknym głosem ulubione arie z oper Belliniego.
W opracowaniu zabrakło ukochanych kobiet z okresu dzieciństwa i wczesnej młodości, czyli lat spędzonych w Warszawie z matką i trzema siostrami, z którymi Fryderyk był bardzo związany. Na pewno atmosfera domu rodzinnego pełnego miłości wywarła ogromny wpływ na ukształtowanie postawy patriotycznej i artystycznej WIELKIEGO FRYDERYKA CHOPINA.

Elżbieta Ulanowska

Forum, 2/2010

Lot dokończony

Wednesday, February 24th, 2010

W poniedziałek, 4 stycznia tego roku wybierałem się w podróż do Las Cruces w Nowym Meksyku – samolotem z Cleveland, przez Dallas do El Paso w Teksasie, a stamtąd około godzinę taksówką do ośrodka, gdzie zaplanowałem odprawić swoje doroczne rekolekcje. Nie, nie będę tu pisał o samych rekolekcjach, bo to nie zmieściłoby się w profilu „Forum”, nad którego zachowaniem wiernie czuwa Redaktor Naczelny… Chcę pisać o czymś innym, co ma zresztą bardzo ścisły związek z jego osobą.
W podróż wziąłem „Niedokończony lot” z osobistą dedykacją autora. Po zajęciu miejsca w samolocie zacząłem czytać i od razu zauważyłem zbieg okoliczności pomiędzy miejscem akcji i miejscem, gdzie znajdowałem się w tamtej chwili – samolot, początek lotu. Tylko cel był inny, bo nie Warszawa, a Dallas. Jak się później okazało, był to pierwszy zbieg okoliczności, inne miały przyjść później. Doleciałem do Dallas; na lotnisku czytałem dalej i dotarłem do miejsca, gdzie autor wspomina zamordowanie prezydenta Johna Kennedy’ego w 1963 r. – właśnie w Dallas. „Hmmm” – pomyślałem – ciekawe, to już drugi zbieg okoliczności. Piszę kursywą, ponieważ tak naprawdę nie wierzę w zbiegi okoliczności. Ale pisanie o moich poglądach na tak zwane zbiegi okoliczności znowu przekroczyłoby profil tego miesięcznika, więc nic więcej na ten temat.
Z opóźnieniem, ale szczęśliwie dotarłem do ośrodka rekolekcyjnego i na czas rekolekcji przerwałem moją lekturę. Podjąłem ją na nowo w drodze powrotnej. Wracałem trochę inną trasą, bo z El Paso, przez Dallas i Chicago. Bałem się, że z powodu śniegu samoloty będą odwołane, jak setki lotów dzień wcześniej. Moje obawy okazały się jednak zbyteczne i mogłem bez przeszkód śledzić dalszy ciąg lotu i dalsze wydarzenia z życia Stefana, głównego bohatera książki. Książkę skończyłem w samolocie z Dallas do Chicago. Przyznam się, że perypetie głównego bohatera, a zwłaszcza zakończenie książki wywołało we mnie mieszane uczucia, których dokładne opisanie zajęłoby więcej czasu i miejsca. Ci, którzy czytali książkę Stanisława Kwiatkowskiego wiedzą, co mam na myśli. Bohater umiera w samolocie tuż przed wylądowaniem w Warszawie. Być może Autor chciał wyrazić w ten sposób, że życie i śmierć ludzi na emigracji dzieje się tak naprawdę nie w Polsce i nie w Stanach czy w innym miejscu, ale gdzieś pomiędzy jednym a drugim krajem, w zawieszeniu – jakby w samolocie. Wiem coś na ten temat, bo mieszkam poza granicami Polski prawie 9 lat. Co mają powiedzieć ci, którzy na emigracji mieszkają 20, 30 lat lub dłużej?
Jednak w tamtym momencie nie myślałem o tym. Wtedy zadawałem sobie inne pytanie: Czy zdarzy się trzeci zbieg okoliczności? Nie zdarzył się. Przeżyłem, lot dokończyłem. Mam nadzieję, że nie tylko po to, aby o tym napisać.

Placyd Kon

Forum, 2/2010

Seventy Years Ago…

Wednesday, February 24th, 2010

February 10, 1940 – the second most important date, after the Soviet invasion of September 17, 1939, to engrave itself in the memories of the residents of the eastern kresy (borderlands) of the Second Republic. The first mass deportation of Poles to Siberian camps, officially known as „resettlement”, began at dawn on February 10th, seventy years ago. More than 220,000 people were taken – state officials (including judges, prosecutors, and policemen), self-government activists, foresters, landowners, and those in the military with families. The deported were taken to the northern regions of the Soviet Union, near Archangelsk, Irkutsk, Krasnoyarsk, and Komi. An estimated one and a half to two million Poles were taken to this „inhuman land” by the Soviets during  four deporations, lasting until June 1941. (more…)

Żyjemy coraz dłużej

Wednesday, February 24th, 2010

Dzieje się to dzięki sztuce lekarskiej, która rozwijała się w ciągu tysiącleci. Przed wiekami ludzkość była bezradna wobec większości chorób, a zwłaszcza epidemii. Dżuma w XIV wieku spowodowała śmierć trzeciej części mieszkańców Europy, a hiszpanka z 1918 roku pochłonęła około 50 milionów istnień ludzkich, więcej niż I wojna światowa. Dopiero wiek XX przyniósł prawdziwą zmianę w walce z chorobami. Należy tu wymienić dwa wielkie odkrycia: penicylinę i kortykosterydy. Aleksander Fleming zauważył, że płytka z pożywką pokryta bakteriami, zapomniana, leżąca kilka tygodni, zarosła pleśnią, która wyparła bakterie. Był to sygnał do dokładnego zbadania zjawiska. Tak powstały wyizolowane z pleśni w 1940 roku antybiotyki.
Z  kortykosterydami (hormony kory nadnerczy) było nieco inaczej. Z czasem stwierdzono, że u kobiet w ciąży oraz chorych na żółtaczkę częściowo ustępują objawy zapalenia stawów. Zastanawiano się, jaki to czynnik rośnie w organizmie kobiety, który prowadzi do osłabienia choroby reumatycznej, a nieraz również astmy. Po upływie kilku lat zidentyfikowano tę substancję i oczyszczono. Hormony nadnerczy do dziś leczą chorych z zapaleniem płuc, stawów, mięśni oraz znoszą objawy duszności u ludzi z astmą. Ale dorosłych gnębią również choroby serca i krążenia. Od lat sześćdziesiątych udało się znacznie je opanować, blisko od pół wieku śmiertelność spowodowana nimi zmalała o 62%. Ten fenomenalny stan wiąże się z redukcją czynników ryzyka, takich jak nadciśnienie i wysoki poziom cholesterolu, oraz większe przestrzeganie higienicznego tryby życia, ludzi świadomych szkodliwości papierosów i alkoholu. Z drugiej strony radykalna poprawa szybkiej pomocy w wyspecjalizowanych oddziałach intensywnej terapii, nadto operacje na otwartym sercu, bypassy, jak również inne zabiegi stosowane przez kardiologów.
W ostatnich dziesięciu latach średnia życia w krajach rozwiniętych wzrasta około pięciu godzin dziennie. Każdy z nas budzi się rano do 29–godzinnego dnia, z tego 24 godziny zużywa teraz, a pozostałe odkłada na później.
Dziś szukamy nowych środków i metod leczenia, a uwaga świata medycznego kieruje się na komórki macierzyste. To one dają początek tkankom: mięśni, wątroby, kości i mózgu. Nadzieja związana z komórkami macierzystymi sugeruje, że po ich wstrzyknięciu wiele trapiących nas chorób uda się wyleczyć, a nawet pokonać procesy starzenia się organizmu. Gdy poda się te specjalne, ale odpowiednio zaprogramowane komórki do uszkodzonych narządów lub części ciała, ma nastąpić oczekiwana poprawa kondycji, na przykład zwyrodniałej wątroby, zmienionych chorobowo naczyń serca i nóg. Te i podobne problemy zdrowotne może będą leczone przy zastosowaniu kuracji regeneracyjnej. Taką nazwę otrzymała ta nowa gałąź medycyny.
Obecnie szuka się intensywnie źródeł komórek macierzystych. Są one rozproszone po całym organizmie, ale nieliczne. Dość dużo znajduje się ich w szpiku kostnym. Wykryto je również w wodach płodowych i łożysku, otaczających płód w łonie matki oraz w pępowinie noworodków. Komórki macierzyste to nie są komórki rozrodcze, jajowe i plemniki, nie pochodzą też z embrionów. Opisane tu przełomowe odkrycie nie stanowi problemu dla specjalistów od etyki.
Ośrodki naukowe Stanów Zjednoczonych i Japonii konkurują w badaniach w zakresie  medycyny regeneracyjnej. Japończycy zorganizowali już bank komórek macierzystych, a w Kalifornii, na rozległym terenie obok San Diego powstaje Consortium for Regenerative Medicine. Sprowadza się tam z całego świata najzdolniejszych naukowców, daje stypendium i oczekuje wyników. Jednak droga do terapii regeneracyjnej ma wiele trudności i niebezpieczeństw. W owych cudownych komórkach tkwi potężny potencjał rakotwórczy. Muszą więc być bardziej poznane. Wiele pokażą pierwsze próby kliniczne rozpoczęte już w 2008 roku. Czekają na nie chorzy z porażeniami w wyniku przerwania rdzenia kręgowego, czy z miażdżycą naczyń kończyn dolnych, którym grozi amputacja nóg. W Polsce w ubiegłym roku zastosowano tę metodę u dziesięciu pacjentów. Każdemu wstrzyknięto komórki macierzyste do nóg. U sześciu osiągnięto radykalną poprawę, a u czterech pacjentów pogorszenie stanu wyjściowego.
Niedaleka przyszłość pokaże, jak szybko i skutecznie rozwinie się ta najnowsza dziedzina wiedzy, która może również opóźnić lub odwrócić procesy starzenia się tkanek, czyli marzenie Fausta o powrocie do lat młodości może być realne bez udziału diabelskiej mocy Mefista.

Dr Elżbieta Ulanowska

Tekst powstał na podstawie wykładów prof. dr Andrzeja Szczeklika wygłoszonych w Polskiej Akademii Umiejętności i Uniwersytecie Wrocławskim w 2008 roku.

Forum, 6/2009

Największe odkrycia naukowe roku 2008

Wednesday, February 24th, 2010

Co roku ”Science” tworzy listę 10 najważniejszych osiągnięć naukowych o przełomowym znaczeniu. A Coontz, który zarówno redaguje naukowe artykuły, jak i potrafi mówić o nauce w sposób zrozumiały dla laika, jest naszym przewodnikiem. Gdy zespół dziennikarzy “Science” wybierał największe osiągnięcia roku – mówi Coontz, – szukaliśmy badań, które odpowiadają na najważniejsze pytania dotyczące działania Wszechświata i torują drogę przyszłym odkryciom. Oto jak objaśnia wybrane przez ”Science” główne odkrycia roku 2008.

1. Przeprogramowanie komórek
Naukowcy pobrali komórki od chorych i przekształcili je w komórki macierzyste. Komórki macierzyste można skłonić, by przybrały nową tożsamość, co pomaga badaczom zrozumieć, w jaki sposób powstają choroby i powinno okazać się użyteczne w ich leczeniu.
Jeśli uda się przeprogramowywać komórki w sposób bardziej kontrolowany, skuteczny i bezpieczny, pewnego dnia pacjentów można będzie leczyć zdrowymi wersjami ich własnych komórek.
Wszyscy się zgadzają, że przed nami długa droga – mówi Coontz. – Trzeba zrozumieć jak działają te komórki, w jaki sposób się rozwijają, a następnie wykorzystać uzyskane informacje do leczenia choroby.

2. Egzoplanety
Astronomowie obserwowali planety, które okrążają gwiazdy. Było to możliwe dzięki lepszym technikom optycznym, lepszym teleskopom i technologicznym udoskonaleniom.
Od ponad 10 lat wiedzieliśmy, że istnieją planety okrążające inne gwiazdy, ale dotąd ich nie widzieliśmy – mówi Coontz. – To gwiazdy dość bliskie Ziemi – oddalone o jakiś tuzin lat świetlnych – chodzi też o raczej duże planety.
Gdy już astronomom udało się zobaczyć te planety, mogą zacząć je lepiej rozumieć – mówi Coontz. – Z czasem będziemy mogli widzieć coraz to mniejsze i mniejsze planety. Oczywiście każdy chciałby zobaczyć planetę podobną do Ziemi, mniej więcej tej samej wielkości, a także spojrzeć na wysyłane przez nią światło, na podstawie którego można by wnioskować, jaki jest skład jej atmosfery.

3. Geny raka
Badacze dokonali postępu jeśli chodzi o rozpoznawanie w komórkach błędów, które sprawiają, że przekształcają się w guzy nowotworowe, zwłaszcza jeśli chodzi o raka trzustki i glejaka (rodzaj guza mózgu).
Każdy rodzaj guza zaczyna się od normalnej komórki, w której dochodzi do powstania pewnego rodzaju błędów w programowaniu, co prowadzi do rozwoju nowotworu – mówi Coontz. – Oczywiście każdy chce wyleczenia raka. Jeśli uda się znaleźć jego przyczynę, jest nadzieja, że można będzie to naprawić.

4. Nadprzewodniki
Nadprzewodnik to materiał, który przewodzi elektryczność bez oporu. W normalnych warunkach gdy przesyłamy prąd elektryczny poprzez miedziany drut, część energii jest tracona jako ciepło. To dlatego linie transmisyjne nie mogą rozprowadzać energii po całym świecie – duża jej część jest tracona podczas przesyłania.
W przypadku nadprzewodnika tak się nie dzieje – mówi Coontz. – Cała elektryczność przepływa przez niego i wychodzi na drugim końcu. Badacze próbowali znaleźć różne materiały, które są w stanie tego dokonać.
W tym roku odkryto zupełnie nową rodzinę materiałów. Może to ostatecznie doprowadzić do bardziej wydajnego przesyłania prądu elektrycznego.

5. Białka
Jesteśmy zbudowani przede wszystkim z białek. Większość związków chemicznych, które robią te wszystkie interesujące rzeczy, dzięki którym możliwe jest życie, to białka – one sprawiają, że nerwy reagują, mięśnie się kurczą, a żywność jest trawiona. Większość twoich hormonów to białka. Badania nad nimi budzą bardzo duże zainteresowanie. Jednak aż do tego roku nie było możliwe obserwowanie ich w akcji. Naukowcom udało się obserwować białka podczas ich reakcji i uwidocznić swego rodzaju taniec, związany z ich działaniem. Jak mówi Coontz, jeśli uda nam się lepiej zrozumieć białka, będziemy w stanie lepiej rozumieć życie.

Ciąg dalszy w następnym numerze.

Forum, 6/2009

“A Polska?”

Wednesday, February 24th, 2010

Wiele lat temu Florian Znaniecki w historycznym dziele poświęconym Polonii a cytowanym przez każdego szanującego się uczonego, powiedział, że Polakom w Ameryce najbardziej brakuje wykształconych liderów. Od czasu mojego przyjazdu do Stanów obserwuję, jak wielu wykształconych Polaków odwraca się od Polonii. Od Polonii określanej sklepami z polską kiełbasą, polskim programem radiowym, folklorem na Fleet Avenue i polką z przytupem. To nieważne, że polski program radiowy jest nadawany od ponad czterdziestu lat przez tę samą osobę, która historię Polonii w Cleveland mogłaby opisać swoimi komentarzami radiowymi. Bo tam gdzie była Eugenia Stolarczyk, tam działa się historia Polonii w Cleveland. To nieważne, że Amerykanie uznają polkę za swój folklor, a „kiełbasa” i „pierogi” to oryginalne nazwy produktów sprzedawanych w każdym większym sklepie spożywczym. Polonia od czasów Znanieckiego to polscy chłopi i dlatego wykształcony Polak z Polonią zadawać się nie będzie.
Dawno temu w Polsce oglądałem film „Marysia i Napoleon”. W jednej ze scen Napoleon wchodzi do łóżka Pani Walewskiej i nagle z szelestu pościeli słychać głos Marysi: „A Polska?” Kilkakrotnie byłem na różnych spotkaniach liderów Polonii. Często skakaliśmy sobie do oczu dyskutując na temat, jak najlepiej służyć Polonii. Gdy tak kłóciliśmy się i nawzajem przekonywaliśmy, który z nas lepiej służy sprawie polskiej, w kuchni obok panie piekły schab i lepiły pierogi. W niedzielę po mszy Polonia przychodziła zjeść lunch, wyściskała się, wycmokała i poszła sobie, do następnej niedzieli.
Teraz muszę się uderzyć w piersi i powiedzieć, że ostatnio widzę, jak w wielkich wydarzeniach Polonii uczestniczy jej najlepiej wykształcona część. Pani profesor Maria Siemionow uświetnia swoją obecnością spotkania Polonii poświęcone polskiej historii i nauce. Wielu działaczy polonijnych często zawija rękawy, gotuje, sprząta i sprzedaje bilety wstępu. Raz jest to wstęp na tańce z polką i disco polo, a kiedy indziej na Mozarta i Szymanowskiego. To wszystko dzieje się na deskach Polsko-Amerykańskiego Centrum Kultury (szlifowanych przez niezapomnianego Andrzeja) i pod dyrekcja Genka Bąka i jego drużyny. Do drużyny tej dobiła ostatnio drużyna Fundacji Kościuszkowskiej, gdzie wykształconych liderów Polonii jest jeszcze więcej!
I pewnego pięknego dnia otwieram współredagowane przez siebie Forum (pod nieobecność Stasia Kwiatkowskiego) i ku swojemu zdumieniu czytam, że w Cleveland mamy nowe kółko obiadowe. Szkoła medyczna Case Western Reserve University (z którą mam kontakty od 20-tu lat) razem z wybitnymi przedstawicielami nauki organizuje specjalne obiady. Dlaczego komunikat ten jest w Forum? Bo kółko jest polskie. No tak. Chyba bardziej zdziwionego ode mnie czytelnika Forum tego dnia nie było. Razem z kilkoma zapaleńcami od lat staramy się przyciągnąć polskich liderów do polskich organizacji. Organizacji otwartych dla całej Polonii. A tu okazało się, że liderzy już się zorganizowali, obiad zjedli i nawet nam nie powiedzieli, co na obiad podano.
Nie wiedziałem, że mogę w Forum pisać o prywatnych spotkaniach. W takiej sytuacji natychmiast wyznam, co mnie męczy od lat. Otóż jest taki amerykański zwyczaj, że jak urządza się party i goście przyniosą prezenty, to później wysyła się gościom kartkę „Thank you”. Otóż jestem zazwyczaj tak zajęty gośćmi, że do głowy mi nie przychodzi robienie notatek o tym, co kto przyniósł i jak dużą kartkę „Thank you” powinienem wysłać. A party bywały duże, bo zaproszenia wysyłałem moją listą e-mailową, więc zupełnie się pogubiłem w tym, kto kaktusa, a kto pelargonię przyniósł. Pamiętam tylko, że od Genka i Basi dostałem amerykańskiego orła, żebym wzlatał nad poziomy. Uznałem więc, że warto wzlecieć teraz i podziękować wszystkim za prezenty, kwiaty i w ogóle za gremialne przyjście. Wśród gości był znany smakosz, który w gazetach pisze o tym, co gdzie jadł, i on powiedział, że pierogi robione przez panie z Centrum były „excellent”. Kilku profesorom z Case i pracownikom okolicznych szpitali, przedstawicielom różnych grup etnicznych od Ameryki łacińskiej po Chiny, polskie jedzenie też bardzo smakowało.
Jako współodpowiedzialny za treści pojawiające się w Forum ogłaszam, że wszyscy są zaproszeni do Centrum i do Fundacji Kościuszkowskiej. Na stronach internetowych Centrum i Fundacji będziemy umieszczać materiały informacyjne o każdym, kto swoją pracą pozwala nam cieszyć się i być dumnym z przynależności do społeczności polskiej w Cleveland. Oprócz stron internetowych mamy też strony Forum, gdzie od lat piszemy o naszych liderach. I bardzo chcemy, żeby polscy liderzy byli wśród nas. Florian Znaniecki powiedział, że najlepszymi liderami w społeczności polskiej okazali sie polscy duchowni. Też zaczynali od kółek różańcowych…

Ryszard Romaniuk

Forum, 6/2009

Madam Maria Skłodowska- Curie w Polskim Ogrodzie Kulturalnym w Cleveland

Wednesday, February 24th, 2010

„Jestem z tych, którzy wierzą, że nauka jest czyms bardzo pięknym” to słowa wypowiedziane przez Marię Skłodowską – Curie, słynna polską uczoną w dziedzinie chemii i fizyki, która jako pierwsza kobieta w świecie, została uhonorowana Nagrodą Nobla i to w dodatku dwukrotnie. Również dzięki niej niedziela 7 czerwca 2009 roku przejdzie do pamięci wielu Polonusów z okolic Cleveland. To właśnie uroczystość odsłonięcia jej popiersia zgromadziła całkiem spory „tłumek” w Polskim Ogrodzie Kulturalnym w Cleveland. Trudno określić śrenią wieku tych, którzy zachęceni piękną pogodą pragnęli wspólnie celebrować tę uroczystość. Można było tu spotkać zarówno przedstawicieli najmłodszego pokolenia w wózeczkach spacerowych, jak i tych, którzy należą do nestorów Polonii Clevelandzkiej. Jeden z redaktorów wiadomości lokalnych stwierdził, iż ludzi zgromadziła „ … piękna pogoda, popiersie Madam Skłodowskiej – Curie oraz narodowa duma i patriotyzm polskiej społeczności z Cleveland”.

Głównym mówcą owego popołudnia była również znana na całym świecie Polka, przedstawicielka nauki i medycyny pracująca i mieszkająca w Cleveland, Ohio – profesor Maria Siemionow.  Przedstawiła ona zgromadzonym osiągnięcia Marii – Skłodowskiej – Curiea także podkreśliła jak wielki wpływ miały odkrycia Madam Skłodowskiej – Curie na rozwój nauki na całym świecie. Po przemówieniu prof. Maria Siemionow wraz z Benem Stefańskim odsłonili statułę, która od początku uroczystości była owita czerwonym płótnem. Wszyscy zgromadzeni zobaczyli replikę rzeźby Franka L. Jirouche wykonaną przez Timothy Riffle we współpracy z Milano Monuments pod artystycznym nadzorem Teresy M. DeChant.

Prezenterem całej uroczystości była sędzia Diane Karpiński. Profesor Joanna Uniatowska zaintonowała Hymn Narodowy. Wstępną modlitwę odmówił oraz udzielił końcowego błogosławieństwa ksiądz Eic Orzech, Prezydent Polsko-Amerykańskiego Stowarzyszenia Księży. Kongresmen Dennis Kucinich dołączył do grona celebrujących tę podniosła uroczystość wraz z żoną. Wśród przemawiających tego popołudnia znaleźli się również: Paul Burik – Prezydent Ogrodu Kulturalnego w Cleveland, Jan Borkowski – Prezydent Polsko-Amerykańskiego Kongresu oraz  Ben Stefański – Prezydent Polskiego Ogrodu Kulturalnego. Od niego usłyszeliśmy o kobietach z Cleveland, dzięki którym doszło ponownego odsłonięcia popiersia Madam Skłodowskiej Curie. Wśród imiennie wymienionych promotorów przedsięwzięcia były: Christine i Barbara Burke, rodzina Cooke, Elizabeth Dabrowski, córki Heleny Karpinski, Grażyna Palczewski, Maria Siemionow, Margaret Wong and the Liberty Holden Trust Fund.

Ben Stefanski w swoim krótkim wystąpieniu zaprosił wszystkich na kolejne uroczystości w Polskim Ogrodzie Kulturalnym, jakimi będą odsłonięcie popiersia Fryderyka Chopina w roku 2010 oraz Ignacego Paderewskiego w roku 2011. Na zakończenie uroczystości w Ogrodzie uczestniczy usłyszeli krótką historię Hejnału Mariackiego oraz wysłuchali tegoż utworu w wykonaniu Michaela Carey.
Większość zgromadzonych gości udała się po zakończeniu uroczystości do kościoła Św. Kazimierza, gdzie w Sali Przyjęć odbył się poczęstunek oraz występ młodzieży z zespołu tanecznego „Piast” ..

Po raz kolejny przekonaliśmy się, że Maria Skłodowska – Curie to niezwykła kobieta. Do jej osiągnięć naukowych można według mnie dołożyć jeszcze jedno – zgromadzenie wokół jej pomnika Poloni Clevelandzkiej, dla której tym razem duma z rodaczki, która wysławiła imię Polski na cały świat była ważniejsza niż to, kto do jakiej organizacji przynależy.

Dorota Mrochem
Forum, 6/2009

DZIEWCZYNA Z KWIATKIEM -PIERWSZY POLONIJNY KONKURS MŁODYCH TALENTÓW

Wednesday, February 24th, 2010

Zosia jest tak subtelna, delikatna, romantyczna i nieco tajemnicza, że kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłam skojarzyła mi się z Mickiewiczowską Zosią z „Pana Tadeusza”. Może to przez ten kwiatek we włosach… Zresztą sama Zosia mówi, że najbardziej lubi grać muzykę romantyczną. Kiedy gra, to całą sobą i słyszy się wtedy wiatr w lesie i wody szum i czuje się zapachy i tylko „gryki jak śnieg białej” brak…

Zofia Prochoroff ma 16 lat. Urodziła się w 1993 roku w  Niemczech we Freiburgu. Zaczęła grać na skrzypcach w wieku 6ciu lat. W Polsce, już w przedszkolu tańczyła Poloneza, ba – ona nie tylko tańczyła, ona już wtedy go czuła. W 2000 roku przyleciała do USA  z rodzicami, w 2004 roku cała rodzina przeprowadziła się do Cleveland.  Zosia od razu zaczęła uczęszczać do szkoły muzycznej Cleveland Institute of Music.
Zosi przygoda z muzyką to inicjatywa mamy, Anny, która gra na pianinie. Dlaczego zatem Zosia i skrzypce? –„bo mama myślała, że skrzypce są ciekawsze” – mówi Zosia. Na początku grała dla zabawy, z czasem muzyka zaczęła zajmować integralne miejsce w jej życiu, bo tak naprawdę wiele dziedzin codzienności jest jej podporządkowanych. Ważny dla Zosi jest jej rozwój osobisty i edukacja. Marzy o tym, aby studiować w Europie prawdopodobnie ekonomię, zdecydowanie już dziś twierdzi, że nie muzykologię. „Muzykę chcę mieć dla siebie, dla duszy, dla przyjemności, a nie zawodowo. Nie chcę zabijać jej rutyną i przyzwyczajeniem” – mówi Zosia.
18 kwietnia 2009 roku w Polsko – Amerykańskim Centrum Kultury odbył się Pierwszy Polonijny Konkurs Młodych Talentów. Wydarzenie kulturalne na wielką skalę, z wielkim rozmachem, niezwykle profesjonalnie przygotowane i przeprowadzone. Dyrektorem i pomysłodawcą konkursu była Agnieszka Bieniek we współpracy z Kosciuszko Polish Fundation – Mary Kay Pieski, Bernadettą Zubel (Polish National Aliance) i Polsko Amerykańskim Centrum Kultury. To dyrektor Bieniek zorganizowała imprezę, zgromadziła fundusze od hojnych sponsorów i zatroszczyła się o absolutny profesjonalizm jakości konkursu, poczynając od zacnego grona jurorów w składzie profesjonalnych muzyków a kończąc na Koncercie Finałowym Zwycięzców, który jakością zaskoczył najbardziej wybredne gusta muzyczne. Agnieszka Bieniek składa serdeczne podziękowania wszystkim współpracownikom, sponsorom, rodzicom, uczestnikom i wszystkim zaangażowanym w ten projekt za wysiłek, czas, energię i pracę.
Wszyscy uczestnicy konkursu reprezentowali wielki talent muzyczny, recytatorski, taneczny. Jury oceniało dobór repertuaru, zgodność wykonania z zapisem nutowym, estetykę występu i ogólny wyraz artystyczny. Na ocenę występu  składała się średnia z ocen wszystkich jurorów. Na tle wszystkich uczestników konkursu i Koncertu Laureatów to właśnie dziewczyna z kwiatkiem, Zosia, wyróżniała się bezdyskusyjnie. Jury było jednomyślne. Zofia Prochoroff wygrała dwie nagrody; w kategorii zespołu z Anną Pitas, wykonując utwór: Antonio Vivaldi Koncert na dwoje skrzypiec oraz Grant Prix – główną nagrodę konkursu za utwór: Edward Lalo-Symphonie Espagnole op.21 cz.IV Andante. W kontekście wielkiego zwycięstwa niewiarygodnie brzmi prosty komentarz Zosi: „dowiedziałam się, że jest konkurs i chciałam zobaczyć, czy coś wygram.” I zobaczyła…
Uroczysty Koncert Laureatów 19 kwietnia 2009 roku w Polsko Amerykańskim Centrum Kultury uświadomił  słuchaczom, gościom, organizatorom, uświadomił nam wszystkim, że mamy wśród Polonii wielki skarb i nieprzeciętny potencjał w osobach młodych, utalentowanych artystów. Dajmy im szansę zaistnieć na Polonijnej scenie w Cleveland, niech nasza kultura żyje dzięki nim. Niech cieszy, niech się rozwija, nie zanika na emigracji, ale kwitnie, żeby Polska dla nas tutaj, wciąż była Polską.

Agata Wojno

Forum, 6/2009