Jeszcze będzie przepięknie…

Co roku, w okresie Świąt Wielkanocnych spotykamy się w Centrum na uroczystej „Święconce”,

cieszymy się swoją obecnością, sala Centrum wypełniona jest po brzegi i dzielimy się tradycyjnymi, polskimi potrawami wielkanocnego stołu. Przy okazji składamy sobie życzenia, też tradycyjnie – „przy jajku”. I wszystko jest tak, jak zawsze i może nawet nie zauważamy, jak jest pięknie, bo… jak coś jest zawsze, to się to przyjmuje jako zwykłą normę. Jest bo jest. Jeszcze przed „Święconką” malujemy pisanki, przekazując ten zwyczaj młodszemu pokoleniu. Centrum rozbrzmiewa gwarem dzieci entuzjastycznie malujących wielkanocne jajka do koszyka wielkanocnych pyszności.

A w tym roku jest inaczej.

W Centrum, tak jak wszędzie zapadła cisza. Cisza, która jest smutna dziś, ale która przyniesie wzmożoną aktywność, kiedy się skończy, bo wierzę głęboko, że wtedy z radością i nowym entuzjazmem wrócimy do tego, co przed ciszą było „zwykłe”. Wtedy docenimy siebie i swoje aktywności i obiady w Centrum, Święconkę i Wigilię i wiele innych „takich zwykłych” okazji do spotkania się w naszym Polskim Domu. Oby to stało się jak najszybciej!

A tymczasem, drodzy Przyjaciele, w tym wyjątkowym czasie Wielkanocy – trudnym w tym roku, ale tak samo pięknym – łączymy się z Wami w myślach i nadziei. Niech właśnie nadziei i pozytywnej energii nie zabraknie nam wszystkim w te dni. Niech radość Wielkanocy zagości w naszych sercach i naszych domach. Niech kolory wiosny i blask wiosennego słońca rozbudzają w nas wiarę, że ten czas, który jest dla nas wyzwaniem skończy się, że znów zawitają do nas „zwykłe” dni i jeszcze będzie przepięknie…


Wielkanocny pacierz

Nie umiem być srebrnym aniołem –
ni gorejącym krzakiem –
tyle zmartwychwstań już przeszło –
a serce mam byle jakie.

Tyle procesji z dzwonami –
tyle już Alleluja –
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.

Wiatr gra mi na kościach mych psalmy –
jak na koślawej fujarce –
żeby choć papież spojrzał
na mnie – przez białe swe palce.

Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski –
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.

I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy –
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.

Pyszczek położy na ręku –
sumienia wywróci podszewkę –
serca mego ocali
czerwoną chorągiewkę

– Jan Twardowski