Trędowata ma sto lat

Kiedy wiosną 1909 roku w witrynie księgarni Gebethnera i Wolffa w Warszawie ukazała się książka debiutującej pisarki Heleny Miszkówny „Trędowata”, nic nie zapowiadało ogromnej popularności powieści, głównie wśród czytelniczek oraz stopniowo narastającej jadowitej oceny, aż do rozpętania otwartej wojny przeciw autorce przez krytyków.
Mniszkówna (1878 – 1943) urodziła się w majątku na Wołyniu. W domu otrzymała staranne wykształcenie, łącznie ze znajomością francuskiego. Trochę podróżowała, była niesłychanie spostrzegawcza i wrażliwa. Całymi dniami i nocami czytała książki. Znała wiele rodów arystokratycznych. Nic dziwnego, że treść swoich książek osadziła w środowiskach ludzi, których podpatrywała. Nikt nie mógł przewidzieć, że jej pierwsza powieść stanie się triumfującym bestsellerem dla czytającej rzeszy.
Poznajmy w zarysie bohaterów „Trędowatej”: oto ordynat Waldemar Michorowski, młodzieniec z ogromnym majątkiem i świetnym pochodzeniem. Posiada liczne walory rozumu, urody, prawości charakteru i cnót obywatelskich. Ukończył dwa uniwersytety, podróżował po świecie, zwiedzał muzea oraz polował w Indiach i Ameryce. Miał za sobą kilka pojedynków, uwodził kobiety, a one za nim szalały. Wszystkie odrzucił. Wybrał na towarzyszkę życia skromną dziewczynę z dworku, Stefanię Rudecką, przewyższającą zaletami utytułowane arystokratki. Stefcia była pełna wdzięku, uroku i prostoty. Znała formy towarzyskie  i miała, jak Miszkówna, dobrą domową edukację. Wiele elementów swojego charakteru i życia autorka przeniosła na bohaterkę powieści.
Waldemar poznał Stefanię Rudecką w pałacu ciotki, gdzie była zaangażowana jako guwernantka. Oboje mieli okazję do częstych spotkań we wspaniałej atmosferze wnętrz rezydencji magnackiej, ale i w cudownych ogrodach podczas spacerów i jazdy konnej. Prowadzili ze sobą błyskotliwe rozmowy, wzajemnie się kokietując. W takich okolicznościach rodzi się stopniowo narastające uczucie wielkiej miłości, opisanej w 2/3 objętości książki. Jednak piękną baśń autorka przemienia w melodramat. Na drodze połączenia się tych dwojga węzłem małżeńskim staje zgorszona mezaliansem rodzina ordynata. Najpierw atakują Waldemara, a gdy to nie skutkuje, przenoszą swój gniew na Stefanię. Na kilka dni przed planowanym ślubem Stefcia otrzymuje anonim, że w rodzinie Michorowskich zawsze będzie trędowatą.
Od tego momentu wkracza na kartki powieści tragedia. Stefcia zapada na zapalenie opon mózgowych z objawami śpiączki. Słabe oznaki życia sugerują śmierć, co również stwierdza odwiedzający ją Waldemar. Rodzice dziewczynyi, chcąc zerwać z nim kontakty, organizują fikcyjny pogrzeb. Zrozpaczony młodzieniec strzela sobie w głowę, ale w ostatniej chwili ktoś odtrąca mu rękę i strzał jest chybiony. Oboje bohaterowie żyją, nie wiedząc nic o sobie. Trwa to do czasu przypadkowego spotkania w klinice, którą ordynat wybudował i nazwał jej imieniem. Jednak to byli już zupełnie inni ludzie. Przeszli obok siebie bez większego wrażenia.
Oczywiście, powieść ma wiele wątków pobocznych. Nie chodzi tu o jej streszczenie, jedynie o zarys tragicznych dziejów miłości. Nikt w Polsce rozdartej rozbiorami nie zajmował się romansem. W literaturze dominowała tematyka patriotyczna i społeczna. Powstała więc pewna luka, którą idealnie wypełniła powieść Miszkównej. Pewnie dlatego od ukazania się „Trędowatej” w 1909 roku w ciągu dwudziestu ośmiu lat książka miała aż 16 wydań. Młode panienki chodziły z zaczerwienionymi oczyma z dwóch powodów: nocnego czytania i od łez wylanych nad dolą zaszczutej przez wysoką sferę Stefci.
Zabrzmi to może paradoksalnie, ale książka ta otworzyła wielu ludziom drzwi do prawdziwej literatury. Na tej powieści uczyło się czytać więcej osób, niż na elementarzu Falskiego. Właściciel popadającej w ruinę księgarni w Paryżu pokazał tomy „Trędowatej” na wystawie. Sprzedał wszystkie egzemplarze, które posiadał, a po tygodniu kupowano u niego „Lalkę” i „Emancypantki” Prusa. Podobnie było z rozbudzeniem czytelnictwa w Polsce.
Antoni Lange, poeta i krytyk literacki, nazwał Miszkównę spadkobierczynią sławy po Rodziewiczównie, inny krytyk z sympatią pisał o „Trędowatej” jako pasteli delikatnej i barwnej. Jarosław Iwaszkiewicz uważał natomiast, że czar takich pociągających bajek, zasadza się na ludowości, widział leżącą tu tajemnicę, którą warto zbadać, a nie lekceważyć.
Powieść doczekała się aż pięciu adaptacji filmowych, z tego dwóch w okresie przedwojennym. W roku 1926 odbyła się premiera wersji niemej, a w 1936 dźwiękowej. Obydwie w świetnej obsadzie aktorskiej. Po wojnie, 1 kwietnia 1965 roku, telewizja polska pokazała „Trędowatą”. Podobno w czasie emisji połowa Polski płakała, a druga połowa się śmiała. Jest również wersja kinowa z 1976 roku, oraz nowszy, 15 odcinkowy, serial telewizyjny wyprodukowany w roku 2000 z udziałem prawdziwych arystokratów aktorów: Beaty Tyszkiewicz i Wojciecha Dzieduszyckiego. Serial ten dostępny jest w wypożyczalni pani Eugenii Stolarczyk.
Wielokrotnie też książka ukazywała się w odcinkach w codziennej prasie, a tuż po wojnie, przepisywaną ręcznie, można było kupić na bazarach za wygórowaną cenę.
Zatem co wpłynęło na tak ostre atakowanie powieści przez krytyków. Piętnowano przede wszystkim nadmiernie wybujały sztuczny i przesadny język. Miszkówna, mając łatwość pisania, nie panowała nad słowami. Łączyła ze sobą wyrazy odległe bez ładu i składu, co oceniano jako grafomanię bez stylu. Może nas zdziwić fakt, że ojcem chrzestnym tego romansu był Bolesław Prus. Autorka czytała mu powieść z rękopisu i mistrz polecił oddać ją do druku, ale zaznaczył, że czeka ją cierniowa droga. Wojna z „Trędowatą” trwała od 1918 do 1939 roku i dotyczyła książki i autorki. Każda następna edycja powodowała wybuch emocji innych autorów, jakby spowodowanych uczuciem zazdrości.
Zgnębiona, ale niepokonana autorka napisała ciąg dalszy powieści, który ukazał się pod tytułem „Ordynat Michorowski”, nadto łącznie 20 innych książek, głównie z życia wyższych sfer.
Spójrzmy na fragment jej listu skierowanego do Kornela Makuszyńskiego na kilka lat przed śmiercią: „Zgasam Drogi Panie i odczuwam to bardzo boleśnie. (…) Jest jednak ten zysk ukryty, że nie będę już dłużej cierpliwą poduszką do igieł i szpilek. (…) Zjedli mnie literaci i krytycy tak, że obolała od pocisków i grzmotów (…) wycofałam się dobrowolnie z towarzystw literackich. Teraz oto odetchnę. Przecież kazali mi kury sadzić, zamiast pisać książki, z tym jednak byłby większy kłopot, bo bazgrać to ja jeszcze zdołam (skoro mam w sercu ten nieszczęsny mus bazgrania), ale z kurami ani rusz nie potrafię.”
Zarówno autorka, jak i jej książka, z biegiem lat odeszły w zapomnienie. Pozostała legenda popularności, która nigdy więcej nie powtórzyła się w naszej literaturze.

Elżbieta Ulanowska

Forum, 5/2009

Tags: